Szanowna platformo

Szanowna platformo, w sensie platformo naTemat.pl, Szanowni Czytelnicy. To było trzy lata temu, kiedyście mnie zaprosili do pisania felietonów. Ależ ten czas leci. Winna jestem słowo wyjaśnienia, jako że odpisałam wtedy grzecznie, że nie podejmę się zadania. Wydawało mi się bowiem, że mam zbyt niecodzienne poglądy, że interesują mnie sprawy, które nie zainteresują Polaków. A poza tym, pytałam się, czy ja się mogę mieszać w życie społeczeństwa, które opuściłam w imię moich poszukiwań?

Przecież ja wyjechałam z kraju 20 lat temu. Czy ja mam prawo coś komuś zalecać, kogoś krytykować, informować ludzi o tym co odkryłam gdzieś na drugim końcu świata? Wtedy uważałam, że nie. Ale trzy lata, proszę Państwa to szmat czasu, trzy lata można odsiedzieć w więzieniu, albo przewegetować w śpiączce. W trzy lata można rozpętać wojnę, albo zrujnować kraj (można i szybciej oczywiście, to się zobaczy). Myślałam sobie wtedy: "o czymże ja mogę pisać? O Jodze, ziołach, medytacji, moich poglądach? O szamanach z którymi przesiaduję w nocy? Czy o tym, że zamieniłam festiwalowe sceny i mikrofon na misy kwarcowe w stacji kosmicznej?" Ach właśnie, o tym może opowiem przy okazji, bo to teraz, z perspektywy wizyty w ojczyźnie, brzmi całkiem ciekawie... Albo o tym, że nie trzeba jeść mięsa żeby być zdrowym... ba, a to, że jemy energię, światło, emocje, to już przecież wyższa szkoła jazdy... Myślałam: "jak ja o tym opowiem Polakom, jak wytłumaczę w prostych słowach, bez trwogi, że mnie okrzykną wariatką...", tak myślałam trzy lata temu.



Przyznam szczerze, nie interesuje mnie polityka. Interesują mnie tradycje, folklor, przywiązanie do piękna ziemi, z której pochodzę. Nie interesuje mnie złość, korupcja, malkontenctwo, absurd sytuacji, którą zastaję kiedy tu przyjeżdżam.

Interesuje mnie entuzjazm ludzi, którzy w nim trwają, zastanawia mnie ślepota tych którzy go tworzą, fascynuje siła tych, którzy wciąż wybierają ten swoisty nieludzki kompromis aby tu trwać, a przecież mogli tak jak ja wyjechać.

Nie interesują mnie zaniedbane szpitale, złośliwe pielęgniarki, zapisy na dwa lata z góry na prześwietlenie, zdawanie się na łaskę pań za biurkami i w okienkach, nie interesuje mnie kościół, sortowanie obywateli, wyznania religijne, upodobania seksualne – przyjaciół, przechodniów, sąsiadów, księży. Mam gdzieś nieracjonalne decyzje architekta miasta w którym się wychowałam, niby takie piękne to miasto, a tyle w nim brzydoty, pytam się wciąż: "dlaczego", ale w gruncie rzeczy mam to gdzieś.

Ponieważ, gdzieś z tyłu głowy, mam takie bezpieczne zaplecze, że ja patrzę na to wszystko z perspektywy Polaka-emigranta, który zaraz wyjedzie tam, gdzie ludzie są dla siebie milsi, częściej się uśmiechają. Choć przecież tam też się wciąż kłócą, tam też rządy podejmują podejrzane decyzje, tam też niszczeje kultura miast, tam też przewalają w biały dzień, i to nie nasi, to tamci.

Ja, proszę Państwa, nawet nie jestem drugiego sortu. Ja jestem prawdopodobnie poza skalą sortowania, ponieważ ja 20 lat temu, jak tylko osiągnęłam należyty wiek – spakowałam małą torbę, uzbierałam skromne kieszonkowe i wsiadłam w samolot, szukać odpowiedzi na jedno zasadnicze pytanie, na które my wszyscy wciąż szukamy odpowiedzi: "Co ja tu k… robię?".

Wybaczcie mi zatem błędy gramatyczne, wulgaryzmy, choć będę ich unikać gdzie to tylko możliwe, a tam gdzie niemożliwe – będę je pisać w domyśle. Wybaczcie mi proszę, że Was zostawiłam, i że wciąż jestem wszędzie tylko nie tu. Mogłam być kryzysową narzeczoną, ale nią nie jestem.

Będę pisać o tym jak można. O tym, co odkrywam. Do tych Polaków - i nie tylko Polaków - którzy uważają się przede wszystkim za ludzi, a dopiero potem za patriotów, przede wszystkim za obywateli ziemi, a potem obywateli jakiegoś kraju. Zdrowy patriotyzm to patriotyzm awaryjny, na patriotyzm nie powinno być codziennie potrzeby. Gdyby rząd był uczciwy nikt nie nosiłby co niedzielę flagi po ulicach. Ci Polacy, obywatele Planety Ziemia, którzy są ciekawi świata, jego bogactwa, zróżnicowania, kolorytu, to my - nowocześni, otwarci, młodzi duchem ludzie, przyjaźni światu i sobie nawzajem, często uduchowieni ale nigdy nie zdewociali, nie dzielący Boga na tego lepszego i gorszego rodzaju w zależności od świątyń. Gdyby nie to, co nas martwi i przeraża w tej obecnej dziwnej domowej rzeczywistości – jeździlibyśmy po świecie z zapałem, bez porównywań, bez żalu, kiedy czas wracać. Żylibyśmy tym, co odkrywamy, co nas inspiruje, co nas łączy a nie tym co nas dzieli i odróżnia.

Byliśmy dziećmi, kiedy upadał komunizm, nastolatkami, kiedy ulice zamieniły się w bazary, na każdym rogu siedziała matka z zawiniątkiem z Rumunii, modne były glany, czwartoklasiści w podstawówce chodzili ubrani na czarno (bo to byli depesze, a ich za to bili w szatni pankowcy), najlepsze ciuchy były na wagę w weekendy w salach gimnastycznych na osiedlach z wielkiej płyty, a McDonald był tylko jeden, ten pierwszy, który otworzono w Warszawie w Sezamie (i dla większości z nas zakupione tam jedzenie w smaku nie różniło się od opakowania). Każdy poszedł raz spróbować, ale powiało wtedy kolorowym, plastikowym, tanim Zachodem. Epoka, która rodziła się na naszych oczach - egzotyczna i jakże różna. My z tej zawieruchy jakoś wybrnęliśmy. Byliśmy pokoleniem chaosu, który zgotowali nam starsi, też pogubieni, podzieleni na tych, którzy współpracowali, i na tych, których torturowano. Pamiętamy “galopującą inflację", zapiekanki, dżinsy rurki "spod Pałacu", pirackie kasety za 9000 zł za sztukę z muzyka ze wszystkich stron świata, sprzedawane w budkach kempingowych, meneli sprzedających łyżeczki i słodkie szczeniaki żeby było na browar. Pamiętamy opowieści o AK, o tym jak było kiedy nic nie było, o strachu wojny, o tym, że do kościoła ludzie chodzili żeby być razem przeciw komunie, chodzili za Popiełuszką, za Twardowskim, za głosem serca, za wiarą w to, że kiedyś będzie lepiej. My, pokolenie chaosu, jeszcze potrafimy śmiać się z filmów Bareji, ale nasze dzieci już mają z tym problem. Nie dlatego, że ten humor nie jest śmieszny, lecz dlatego, że w ten surrealizm tak trudno uwierzyć.

To dla nas walczyliście o wolność i demokrację. To dla nas stworzyliście trzecią RP. To dla nas nadstawialiście karku. Żebyśmy nie musieli strajkować, żebyśmy nie musieli wyjeżdżać, chyba że chcemy, a jeśli już chcemy, żebyśmy mogli pojechać gdziekolwiek, i z ciekawości, aby wrócić bogatsi, zdrowsi i weselsi. I nagle nastaje czas, kiedy historia się powtarza. To my tym razem wychodzimy na ulice. To my się nie zgadzamy na rzeczywistość. To nam właśnie jest wstyd przed światem.

Nastał zatem czas, aby o tym pisać, mówić, krzyczeć, przekazywać dalej, zadawać pytania, mówić NIE. Nie daliście nam wyboru.

Nie wiem o czym będą te felietony, nie wiem ile ich będzie. Nie wiem skąd będę je pisać. Ale pisać będę, ponieważ teraz już nie ważne, czy to co myślę jest zbyt inne. Jako artysta, wolnomyśliciel, filozof-samozwaniec, obserwator, wierzę w wolność słowa, wolność myśli, wolność wyboru. Wierzę, że prawda jest jak powietrze. Że żyjemy we wspaniałych czasach – musimy przecież wierzyć, że są wspaniałe. Mamy prawo krytykować, mamy prawo bronić prawdy, dzielić się wiedzą i dobrem.

Droga Polsko,
Twój papież przewraca się w grobie i prosi ponownie: "Przebudźcie się".

Z miłości do ojczystej Ziemi,

Yang.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...